13.11.2011 // Pod Minogą, Poznań

Her Name Is Calla

Apokaliptyczny klimat, mroczne i melancholijne utwory - Her Name Is
Calla nie rozpieszcza, ale to nie znaczy, że nie wynagradza wytrwałych
słuchaczy. Wrażenia jakie dostajemy w zamian zapierają dech… w uszach.


Brytyjczycy nie boją się zaprzęgać do tworzenia niepopularne
instrumenty, słychać min. pocieszne banjo, rosyjski cud techniki
theremin i staroświeckie organy. Tworząc - bawią się i bawiąc się -
tworzą, choć trudno nazwać zabawą komponowanie tak złożonej i
wielopoziomowej muzyki, wykraczającej nieraz poza pojmowanie świata
Kowalskiego, Smitha czy Kuzniecowa. Nawet sam proces nagrywania
kawałków przez artystów był awangardowy. Polegał na wykorzystaniu
Dropboxa (www.dropbox.com) i dodawaniu zdalnie, oddzielnie i po
swojemu kolejnych partii piosenki.

Świetnie przyjęta przez krytyków druga, zeszłoroczna płyta „The Quiet
Lamb” jest wypchana (literalnie) po same brzegi - zmieszczono na niej…
80 minut materiału. Nie ogarniecie tego przy pierwszym podejściu, ale
każde kolejne słuchanie jest jak podlewanie drzewka, które dojrzewając
wydaje w nas piękny muzyczny owoc. (post-rock.pl)

Dla fanów: Gospeed You! Black Emperor, Radiohead, Mogwai, iLiKETRAiNS,
(The) Slowest Runner (In All The World), Sigur Rós